Taki sobie śpiewniczek...

     Nie da się umieścić wszytkich piosenek z szeroko pojętego kręgu krainy łagodności, poezji śpiewanej, piosenki turystycznej, szant, pieśni kubryku etc. które goszczą na naszych imprezach, spotkaniach, domach i głowach. W zasadzie nie powtarzamy jednej piosenki w danym dniu, ba! zdarzało się, że mimo, iż żadna piosenka nie była śpiewana dwa razy na całej kilkudniowej imprezie to można by było zapełnić następne kilka dni pozostałymi.

     Poniżej prezentujemy nasze ulubione utwory, które chętnie śpiewamy i które znalazły się w naszym jubileuszowym Mini-śpiewniczku. Wersję do wydruku możesz sobie ściągnąć stąd - przyjemnego śpiewania!

     Chętnie wskażemy miejsca w sieci, które dotyczą w/w tematu, ale nie zamykamy listy linków - jeśli znasz coś, co warto posłuchać, odwiedzić - daj znać, umieścimy link. Jeśli chcialbyś abyśmy zamieścili jakiś konkretny utwór - poinformuj nas. (JR)

Mini-śpiewnik - do druku    Radia internetowe krainy łagodności    Nasze ulubione piosenki   




Radia internetowe krainy łagodności

     Radio Widoczek.pngRadia Widoczek najlepiej posłuchać w Winamp'ie. Jeśli go masz wystarczy kliknąć w rysunek z lewej strony. Jeśli go nie masz - wejdź tutaj, ściągnij go i zainstaluj w swoim komputerze. Jeśli chcesz odwiedzić stronę internetową Radia kliknij baner poniżej.

Radio Widoczek

      Radia OpenFM możesz słuchać bezpośrednio ze strony - kliknij w playera z lewej strony. Można go słuchać za pomocą komunikatora Gadu-Gadu. Aby odwiedzić stronę internetową radia kliknij baner poniżej.

OpenFM

      Radio Polska Stacja Poezja równiez oferuje muzykę z tego nurtu. Wystarczy kliknąć i posłuchać bezpośrednio ze strony lub skorzystać z Winamp'a, Real Player'a albo Windows Media Player'a - kliknij w obrazki poniżej.

wmp.png               winamp.png               real.png

     Na stronę tego radia wejdziesz klikając na poniższy baner.

polskastacja.gif

     Wkrótce nowe propozycje radiowe! (JR)

do góry...




Nasze ulubione piosenki

Góry moje góry    Bieszczady    Bez słów    Gawędziarze    Pejzaże Harasymowiczowskie    Beskid    Bukowina I    Jesień idzie    Sielanka o domu    Pocztówka z Beskidu    Jesienne wino    Bar w Beskidzie    Małe piwo    Szesnaście ton    Gdzie ta keja    Whisky    Hymn Przewlekłych Smakoszy Piwa    Bolero   




Góry moje góry

Góry moje góry ja was zrównać każe
Po kiego pierona po kiego pierona
Ciągle po was łażę

Góry moje góry, życie moje głupie
Cały tydzień wędruje, cały tydzień wędruje, 
nogi czuję... bardzo

Góry moje góry takie-ście garbate
Jak dola studenta, jak dola Mensziga
co go armia ściga
 
Góry moje góry, jutro tego zbója
Co mnie do was wyciągał, co mnie do was wyciągał
powieszę na... drągu

Krucafuks, kapota, margaryna ceres
Co mi z tego łażenia, co mi z tego łażenia...
gówno nie interes

Góry moje góry, jak moja kobita
Na złe i na dobre, na złe i na dobre
Moje-ście i kwita 

do góry...


Bieszczady

posłuchaj...

Tu w dolinach wstaje mgłą wilgotny dzień      e a7
Szczyty ogniem płoną, stoki kryje cień        D7 G H7
Mokre rosą trawy wypatrują dnia
Ciepła, które pierwszy słońca promień da

Cicho potok gada, gwarzy pośród skał          G C D7 G
O tym deszczu, co z chmury trochę wody dał    G C D7 G
Świerki zapatrzone w horyzontu kres
Głowy pragną wysoko, jak najwyżej wznieść

Tęczą kwiatów barwny połoniny łan
Słońcem wypełniony jagodowy dzban
Pachnie świeżym sianem pokos pysznych traw
Owiec dzwoneczkami cisza niebu gra

Cicho potok gada…

Serenadą świerszczy, kaskadami gwiazd
Noc w zadumie kroczy mroku ścieląc płaszcz
Wielkim Wozem księżyc rusza na swój szlak
Pozłocistym sierpem gasi lampy dnia

Cicho potok gada…

do góry...


Bez słów


Chodzą ulicami ludzie                 G D
Maj przechodzą, lipiec, grudzień      e h
Zagubieni wśród ulic bram             C G D
Przemarznięte grzeją dłonie           G D
Dokądś pędzą, za czymś gonią          e h
I budują wciąż domki z kart           C G D

A tam w mech odziany kamień           C G
Tam zaduma w wiatru graniu            C G
Tam powietrze ma inny smak            C G D
Porzuć kroków rytm na bruku           C G
Spróbuj - znajdziesz,                 C D
jeśli szukać zechcesz                 C G C
Nowy świat, własny świat              G D

Płyną ludzie miastem szarzy
Pozbawieni złudzeń marzeń
Omijają wciąż główny nurt
Kryją się w swych norach krecich
I śnić nawet o karecie
Co lśni złotem - nie potrafią już

Żyją ludzie, asfalt depczą
Nikt nie krzyknie, każdy szepce
Drzwi zamknięte, zaklepany krąg
Tylko czasem kropla z oczu
Po policzku w dół się stoczy
I to dziwne drżenie rąk

do góry...


Gawędziarze


Takie zwykłe, takie małe           e D e
Tutaj mają wielką wagę             D e
Wykrzykniki kolorowe               D e
Wyglądają wciąż jak nowe           D e
Gawędziarze, gawędziarze           D e
Odgrzebują stare sprawy            D e
Przy ognisku i przy kawie          D e
Nieciekawe i ciekawe               D e

O tym jak kiedyś w górach          e D
"Na pomoc" ktoś krzyczał głośno    D e
O tym jak na Mazurach              e D
Ktoś złamał wiosło                 D e
O tym jak patyk trzasnął           G D
Gdy wiatr za mocno dmuchał         a e
I chyba każdy już zasnął           G D
A tylko autor słucha               a e

Oczy szerzej się otworzą
I przypomną i pomarzą
Oni już nie mają czasu
Może dzieciom się przydadzą
Opowieści, opowieści
Takie tanie, no bo własne
Uśmiechają się, a jeśli
Przesadziłeś coś nie zasną

O tym jak...

do góry...


Pejzaże Harasymowiczowskie


Kiedy stałem w przedświcie, a Synaj     G D
Prawdę głosił przez trąby wiatru,       C e
Zasmreczyły się góry igliwiem –         G D
Bure świerki o góry wsparte.            e C D
I na niebie byłem ja jeden,
Plotąc pieśni w warkocze bukowe.
I schodziłem na ziemię za kwestą
Przez skrzydlącą się bramę Lackowej.

I był Beskid i były słowa               G C G 
Zanurzone po pępki w cerkwi baniach     G C D
Rozłożyście złotych      D
Smagających się z wiatrem do krwi.      C D G

Moje myśli biegały końmi
Po niebieskich, mokrych połoninach.     C e G
I modliłem się złożywszy dłonie
Do gór, do Madonny Brunatnolicej.
A gdy serce kroplami tęsknoty
Jęło spadać na góry sine,
Czarodziejskim kwiatem paproci
Rozgwieździła się bukowina.

I był Beskid i były słowa…

do góry...


Beskid



A w Beskidzie rozzłocony buk                 G C D G
A w Beskidzie rozzłocony buk                 G C G D
Będę chodził Bukowiną z dłutem w ręku        C D G
By w dziewczęcych twarzach                   C 
Uśmiech rzeźbić niech nie płaczą już         G C D
Niech się cieszą po kapliczkach moich dróg   C D G

Beskidzie, malowany cerkiewny dach           G C D G
Beskidzie, zapach miodu w bukowych pniach    G C H7 e
Tutaj wracam, gdy ruda jesień                C D
Na przełęcze swój tobół niesie               G C
Słucham bicia dzwonów w przedwieczorny czas  G C D
Beskidzie, malowany wiatrami dom             G C D G
Beskidzie, tutaj słowa inaczej brzmią        G C H7 e
Kiedy krzyczę w jesienną ciszę               C D 
Kiedy wiatrem szeleszczą liście              G C
Kiedy wolność się tuli w ciepło moich rąk    G C D
Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk.         C D G

A w Beskidzie zamyślony czas
A w Beskidzie zamyślony czas
Będę chodził z nim poddaszem gór 
By zerwanych marzeń struny
Przywiązywać niespokojnym dłoniom drzew
Niech mi grają na rozstajach moich dróg.

Beskidzie, malowany cerkiewny dach…

do góry...


Bukowina I


W Bukowinie góry w niebie postrzępionym           a D a a7 
W Bukowinie rosną skrzydła świętym bukom          a D a a7
Minął dzień wiatrem z hal rozdzwoniony            C G C7+ a
I nie mogę znaleźć Bukowiny i nie mogę znaleźć    d e a d e a
Chociaż gwiazdy mnie prowadzą, ciągle szukam.     d e a a7 a

W Bukowinie zarośnięte echem lasy
W Bukowinie liść zieleni się i złoci
Śpiewa czasem banior ciemnym basem
I nie mogę znaleźć Bukowiny i nie mogę znaleźć
Choć już szukam godzin krocie i dni krocie.

W Bukowinie deszczem z chmur opada
Okrzyk ptasi zawieszony w niebie
Nocka gwiezdną gadkę górom gada
I nie mogę znaleźć Bukowiny i nie mogę znaleźć
Choć mnie woła Bukowina wciąż do siebie.

do góry...


Jesień idzie


Raz staruszek spacerując w lesie        e A7 e A7
Ujrzał listek przywiędły i blady        e A7 H7
I pomyślał, znowu idzie jesień          e A7 e A7
Jesień idzie, nie ma na to rady         C H7 e

I podreptał do chaty po dróżce          C D G e
I oznajmił, stanąwszy przed chatą
Swojej żonie, tak samo staruszce
Jesień idzie, nie ma rady na to

Zaś staruszka zmartwiła się szczerze
Zamachała rączkami obiema
Musisz zacząć chodzić w pulowerze
Jesień idzie, rady na to nie ma

Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro
Nie ma rady, jesień, jesień idzie

A był sierpień, pogoda prześliczna
Wszystko w złocie trwało i w zieleni
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni

Ale cóż, oni żyli najdłużej
Mieli swoje staruszkowie zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie, nie ma na to rady

do góry...


Sielanka o domu


A jeśli dom będę miał                   A h7cis7 A
To będzie bukowy koniecznie             D E A7+
Pachnący i słoneczny                    h7 E cis7A7/4
Wieczorem usiądę, wiatr gra             D E E7
A zegar na ścianie gwarzy               A h7cis7 E
Dobrze się idzie panie zegarze          A h7 cis7 A0
Tik - tak, tik - tak, tik – tak         h7 E7 cis7A7/4
Świeca skwierczy i mruga przewrotnie    D E E7
Więc puszczam oko do niej               A h7cis7 h7 A0
Dobry humor dziś pani ma                h7 E7 cis7A0
Dobry humor dziś pani ma.               h7E7A A4

Szukam, szukania mi trzeba              A E
Domu z gitarą i piórem                  G D A
A góry nade mną jak niebo               A E 
A niebo nade mną jak góry.              G D d A A4 A

Gdy głosy usłyszę u drzwi
Czyjekolwiek, wejdźcie poproszę
Jestem zbieraczem głosów
A dom mój bardzo lubi gdy
Śmiech mu ściany rozjaśnia  
I gędźby lubi pieśni
Wpadnijcie na parę chwil
Kiedy las was zawiedzie w te strony
To dom mój otworem stoi
Dla takich jak wy
Dla takich jak wy

Szukam...

Zaproszę dzień i noc
Zaproszę cztery wiatry
Dla wszystkich drzwi otwarte
Ktoś poda pierwszy ton
Zagramy na góry koncert
Buków parą pachnących
Nasiąkną ściany grą
A zmożonym wędrownikom
Odpocząć pozwolą muzyką
Bo taki będzie mój dom
Bo taki będzie mój dom
Bo taki będzie mój dom

Szukam...

do góry...


Pocztówka z Beskidu


Po Beskidzie błądzi jesień,               G D
Wypłakuje deszczu łzy.                    e h7  
Na zgarbionych plecach niesie             C G
Worek siwej mgły.                         a7 D
Pastelowe cienie kładzie                  G D
Zdobiąc rozczochrany las.                 e h7
Nocą rwie w brzemiennym sadzie            C G
Grona słodkich gwiazd, złotych gwiazd.    a7 D G G7

Jesienią góry są najszczersze,            C D G C
Żurawim kluczem otwierają drzwi.          G D G G7
Jesienią smutne piszę wiersze,            C D G C
Smutne piosenki śpiewam ci.               G D G

Po Beskidzie błądzą ludzie,
Kare konie w chmurach rżą.
Święci pańscy zamiast w niebie
Po kapliczkach śpią.
Kowal w kuźni klepie biedę,
Czarci wydeptują trakt.
W pustej cerkwi co niedzielę
Rzewnie śpiewa wiatr, pobożny wiatr.

Jesienią góry są najszczersze…

do góry...


Jesienne wino


Z brzękiem ostróg wjechałem do miasta.           e D e D
Pod jesień było, czas złotych liści nastał.      e D G
W kieszeni worek srebra, czas do domu,           a G D e
Wtem za plecami woła głos:                       D C e 

Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina           e G D G
Z czereśni, wiśni, resztek lata,                 a G
Choć jesień się zaczyna.                         D C
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami         e G D G
Zdążysz wrócić do domu,                          a G
Nim noc zawita nad drogami, hej!                 D C e 

Słońce stało w zenicie, bił południowy żar,
A w gardle kurz przebytych dróg.
Co tam, spoczną chwilę, przecież nie zaszkodzi,
Do przejścia niedaleką drogę jeszcze mam 
(a ona kusi:)

Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina…

Zbudziłem się w czerwieni zachodu,
Pod starą karczmą, co rynek zamyka.
Zabrała moje srebro, duszę i ostrogi,
zostało pragnienie i tępy głowy ból 
(i pamięć jej słów:)

Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina…

do góry...


Bar w Beskidzie


Jeśli chcesz z gardła kurz wypłukć            G D
Tu każdy wskaże ci drogę                      C D
W bok od przystanku Pekaesu                   G D
W prawo od drogi asfaltowej                   C D G
Kuszą napisy ołówkiem kopiowym
Na drzwiach "od dziesiątej otwarte"
"Dziś polecamy kotlet mielony"
I "lokal kategorii czwartej"

  Lej, lej, lej się chmielu                   G D
  Nieś muzyko po bukowym lesie                C G
  Panna Zosia ma w oczach dwa nieba           e h
  Trochę lata z nowej beczki przyniesie       C D

W środku chłopaki rzucają łaciną
O sufit i cztery ściany
Dym z Extra – mocnych strzela jak szampan
Bledną obrusy lniane
Za to wieczorem gdy lipiec duszny
Okna otworzy na oścież
Gwiazdy wpadają do pełnych kufli
Poogryzanych jak paznokcie

  Lej się chmielu…
  
Kiedy chłopaki na nogach z waty
Wracają po mokrej kolacji
Świat się jak okręt morski kołysze
Gościniec dziwnie ślimaczy
A czasem któryś ze strachem na wróble
pogada o polityce
Jedynie cerkiew marszczy zgorszona
Szorstkie od gontów lica.

do góry...


Małe piwo


Ukrop z nieba leje się                      a G
Chyba ze 40 C                               C G
W gardle sucho                              E
Niech to trafi szlag                        E a
                                            F E
Słoneczny skwarny dzień
Gdzieś zgubiłem własny cień
W gardle sucho
Niech to trafi szlag

Żeby chociaż jakieś małe piwo               a D
Albo wody z sokiem choćby jeden łyk         G C E
Na ulicach jakby wymiótł ktoś               a D
Wszędzie pusto i upalnie                    a G
W gardle sucho                              C
Niech to trafi szlag                        E a F E
Słoneczny dzień                             a G E
Upalny dzień                                a G E
Piekielny skwar                             a G E

Głowa mi już pęka w szwach
Wszędzie upał sił mi brak
W gardle sucho
Niech to trafi szlag

Żeby chociaż jakieś małe piwo …

do góry...


Szesnaście ton


Ktoś mówił, że z gliny ulepił mnie Pan,          e H7 e H7
Lecz przecież się składam z kości i krwi.        e H7 e H7
Z kości i krwi i z jarzma na kark,               e e7 a a7
I pary rąk, pary silnych rąk.                    H7 e

Co dzień szesnaście ton,                         e H7
I co z tego mam?                                 e H7
Tym więcej mam długów,                           e H7
Im więcej mam lat.                               e H7
Nie wołaj Święty Piotrze,                        e e7
Ja nie mogę przyjść,                             a a7
Bo duszę swoją oddałem za dług.                  H7 e

Gdy matka mnie rodziła, pochmurny był świt.
Podniosłem więc szufle, poszedłem pod szyb,
Nadzorca mi rzekł: - Nie zbawi cię Pan,
Załaduj co dzień po szesnaście ton.

Co dzień szesnaście ton…

Czort  może dałby radę, a może i nie,
Szesnastu tonom podołać co dzień.
Szesnaście ton, szesnaście jak drut,
Co dzień nie da rady nawet i we dwóch.

Co dzień szesnaście ton…

Gdy kiedyś mnie spotkasz, lepiej z drogi mi zejdź,
Bo byli już tacy - nie pytaj, gdzie są.
Nie pytaj gdzie są, bo zawsze jest ktoś,
Nie ten, to ów, co urządzi cię.

do góry...


Gdzie ta keja


Gdyby tak ktoś, przyszedł i powiedział:           a
Stary, czy masz czas                              E7 a
Potrzebuje do załogi                              C
jakąś nową twarz                                  G C
Amazonka, Wielka Rafa,                            A7
oceany trzy                                       d
Rejs na całość, rok, dwa lata,                    a
to powiedziałbym:                                 E7 a

Gdzie ta keja, przy niej ten jacht,               a E7 a
Gdzie ta koja wymarzona w snach                   C G C
Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat,         A7 d
Gdzie ta brama na szeroki świat                   a E7 a
Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht,
Gdzie ta koja wymarzona w snach.
W każdej chwili płynę w taki rejs,
Tylko gdzie to jest no gdzie to jest?

Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż,
Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz,
W kompasie igła zardzewiała, lecz kierunek znam,
Biorę wór na plecy i przed siebie gnam.

Gdzie ta keja ...

Przeszły lata zapyziałe, rzęsy zarósł staw,
A na przystani czółno stało kolorowy paw.
Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał step,
Lecz dalej marzy o załodze ten samotny łeb.

Gdzie ta keja ...

do góry...


Whisky


Mówią o mnie w mieście – co z niego za typ             Gx Cx
Wciąż chodzi pijany, pewno nie wie co to wstyd!        Gx Cx
Brudny, niedomytek, w stajni ciągle śpi.               D
Czego szuka w naszym mieście?                          C h a
Idź do diabła – mówią ludzie,                          C h a
Ludzie pełni cnót, ludzie pełni cnót.                  D Gx Cx 

Chciałem kiedyś zmądrzeć, po ich stronie być.
Spać w czystej pościeli, świeże mleko pić.
Naprawdę chciałem zmądrzeć, po ich stronie być.
Pomyślałem więc o żonie,
Aby stać się jednym z nich,
Stać się jednym z nich, stać się jednym z nich.

Miałem na oku hacjendę – wspaniałą, mówię wam,
Lecz nie chciała w niej zamieszkać żadna z pięknych dam.
Wszystkie śmiały się wołając, wołając za mną wciąż:
Bardzo ładny frak masz Billy,
Ale kiepski byłby z ciebie,
Kiepski byłby mąż, kiepski byłby mąż.

Whisky, moja żono, jednak tyś najlepszą z dam.
Już mnie nie opuścisz, nie – nie będę sam!
Mówią whisky to nie wszystko, można bez niej żyć…
Lecz nie wiedzą o tym ludzie,
Że najgorsze w życiu to,
To samotnym być, to samotnym być

do góry...


Hymn Przewlekłych Smakoszy Piwa


Często siedzę sam w domu i gryzie mnie nuda,         G D e
Myślę więc, jakby się rozerwać                       C D G
I dlatego wieczorem, gdy tylko się uda               G D e
Wychodzę tę nudę gdzieś przerwać.                    C D G
Nawet wtedy, gdy deszcz przechodniów nie pieści      G D e
Na nogach mam parę kaloszy                           C D G
I szybko idę tam, gdzie się mieści                   G D e
Siedziba przewlekłych smakoszy                       C D G

Ja od piwa nasiąkam, jak od wody gąbka,              C D G e
Bo piwo to moja druga krew.                          D G G7
Butelka jest dla mnie jak dla trębacza trąbka,       C D G e
A każdy łyk to jak by zew.                           C D G

A kiedy zasiądę już przy pełnym barze,
Usłyszę brzęk szkła znajomego
Od razu szaleję, pojęcia nie macie
Jaki głos idzie z gardła mojego.
Wokół już krążą piękne blond kelnerki,
Mrugają długimi rzęsami,
A ja tylko zmieniam na stole butelki,
Opróżniam je razem z kumplami.
Ja od piwa nasiąkam…
Niestety już miejsca na stole brakuje,
Kończymy dzisiejszą naradę.
Kelnerka w milczeniu napiwku oczekuje,
W zamian zaś bierze czekoladę.
A potem weseli wracamy do domu,
Śpiewamy znajome piosenki(…),
By jutro wieczorem, nie mówiąc nikomu

do góry...


Bolero


W małym miasteczku                    a
Gdzieś na krańcach Hiszpanii          G
Stary krawiec Augusto                 F
Szył bolera najtaniej                 E
I czy pan był bogaty                  a
Pan był biedny czy kmieć              G
Każdy takie bolero                    F
chciał mieć                           E F G F E

To bolero
Dla bogatych cavaleros
W tym bolero będziesz sińior
Prezentował się jak struś
Na bolero z Cavaleros ty się skuś /x2

Jejmość jakie chcesz pan bolero
Białe, czarne, różowe
Zapinane od przodu
Czy wkładane przez głowe
Z przodu złote guziki
Z tyłu patka czy bez
Jakie chcesz pan bolero OLE

Na corridę gdy pójdziesz
W tym bolero ukryty
O biust karter zabije
Serce twej sińiority
No i ona zemdlona
Na twe łono bez sił
Padnie, szepcąc „Amigo!
Kto to szył???!!!”

do góry...

Stona powstała w oparciu o serwis Kurs HTML - strona www za darmo Sławomira Kokłowskiego.
© Oddział Miejski PTTK - Dęblin
webmaster